Przed meczem z ŁKS-em spekulowano w prasie czy trener Zagłębia skorzysta z usług Macieja Iwańskiego, który powrócił do Lubina po nieudanym transferze do Turcji. Jak się okazało Edward Klejndinst wątpliwości nie miał i ulubieniec lubińskiej publiczności wybiegł w podstawowym składzie - należał zresztą do wyróżniających się piłkarzy Zagłębia.
Przez pierwsze trzydzieści minut przeważali lubinianie, którzy częściej byli przy piłce i przy odrobinie szczęście mogli prowadzić, jednak pomimo dwóch dobrych okazji Wojciech Łobodziński nie potrafił pokonać Bogusława Wyparły. W 29 minucie doszło do kontrowersyjnej sytuacji, po której z boiska został wyrzucony ostoja lubińskiej defensywy - Manuel Arboleda. Od tego momentu inicjatywę przejęli łodzianie, którzy na szczęście podobnie jak piłkarze Zagłębia, nie potrafili umieścić piłki w bramce.
W drugiej części meczu lubinianie nie zamierzali tylko i wyłącznie się bronić, ale także szukali okazji do strzelenia gola. Takową wypracowali sobie w 51 minucie, kiedy to Mysona zagrał piłkę ręką przed własnym polem karnym. Sędzia podyktował rzut wolny. Piłkę ustawił sobie nie kto inny jak Maciej Iwański i pięknym strzałem z 18 metrów pokonał Bodzia W. Radość Zagłębia nie trwała długo bowiem już trzy minuty później łodzianie doprowadzili do wyrównania - strzelcem gola był Kłus. Zawodnik ten wykorzystał precyzyjne dośrodkowanie Niżnika i strzałem głową nie dał Liberdzie najmniejszych szans na skuteczną interwencję.
Niespełna 120 sekund później radość zapanowała w szeregach Zagłębia, które za sprawą Michała Chałbińskiego ponownie objęło prowadzenie. Rzut wolny przed lubińską bramką egzekwowali gospodarze. Piłka bita przez Niżnika wylądowała w murze zbudowanym z zawodników Zagłębia a następnie powędrowała do Chałbińskiego, który po solowym rajdzie znalazł się sam na sam z bramkarzem gospodarzy i okazji nie zmarnował.
Nie był to koniec emocji na stadionie w Łodzi. Żadna z drużyn nie zamierzała się poddawać i do końcowego gwizdka walczyła o jak najlepszy rezultat. Obie ekipy wypracowały sobie po kilka takich sytuacji, jednak wykorzystać udało się tylko jedną ? piłkarzom ŁKSu. W 71 minucie Kłus zagrał do Niżnika, który przed polem karnym ograł dwóch obrońców Zagłębia i strzałem z linii pola karnego pokonał Liberdę.
W końcówce meczu przewaga zarysowała się po stronie gospodarzy. Ci dwukrotnie stanęli przed szansą na zdobycie gola, jednak w bramce Zagłębia rewelacyjnie spisywał się Mariusz Liberda. Nasz bramkarz nie po raz pierwszy udowodnił, że jest mocnym punktem swojego zespołu. Lubinianie nie pozostawali dłużni i przy odrobinie szczęście to oni mogli rozstrzygnąć to spotkanie na własną korzyść. Najlepszej sytuacji do zdobycia gola nie wykorzystał Jackiewicz ? przestrzelił z 6 metrów.
Po meczu powiedzieli...